Strony

28 gru 2019

Czasem ciemność może wskazać światło. Disturbed w Warszawie

Disturbed Warszawa Torwar 2019 relacja koncertu
Fot. Rafa Alcantara

Myślałam, że jestem zaprawioną w bojach koncertową wyjadaczką. Uczestniczyłam w setkach muzycznych wydarzeń, widziałam na scenie większość ulubionych zespołów i wciąż to uwielbiam. Na każdy koncert czekam niecierpliwie i na każdy jadę podekscytowana, ale znam siebie i swoje koncertowe emocje, więc niewiele może mnie tu zaskoczyć. A jednak gdy David Draiman wyszedł na scenę, zamarłam. Serce biło jak oszalałe, motyle w brzuchu uprawiały dziki taniec, a gęsią skórkę miałam chyba nawet na łokciach. Adrenalina jak na moim pierwszym występie ukochanych Wilków w szóstej klasie podstawówki!

Na wizytę Disturbed w Polsce czekałam od dawna. Zespół pokochałam od pierwszego odsłuchu płyty The Sickness, którą potem katowałam przez wiele tygodni. Przy kolejnych krążkach miłość ta przeżywała wzloty i upadki, ale słabość do charakterystycznego rytmu muzyki zespołu i jego charyzmatycznego wokalisty pozostała nienaruszona. Okazuje się, że nie tylko u mnie, bo tego letniego wieczora Torwar przywitał mnie zapełnionymi trybunami i płytą oraz pięknym wspomnieniem ostatniego polskiego występu Motorhead. Już to było dobrym koncertowym znakiem, a potem… Potem było jeszcze lepiej!

Gdy David zapodał melodię Are You Ready z promowanego na trasie krążka Evolution okazało się, że młoda publiczność jest bardziej niż gotowa i wkrótce cały Torwar ruszył do (nazwijmy to) tańca. Mimo sporego pogłosu i dużej ilości basu, wokal był słyszalny doskonale. Pytanie czy to przez dobre jego nagłośnienie, czy to wokalista jest tak dobry… Draiman wciąż płynnie i bez wielkiego wysiłku przechodzi od melodyjnego nucenia w prawdziwie demoniczny ryk, który wdziera się do duszy i pozostaje w niej na długo. 

Nieźle także wypadały gitary, ale gdy wszystkie instrumenty grały jednocześnie, już nie zawsze było słychać linię melodyczną. 

Disturbed grywa koncerty w nietypowym oświetleniu – czasem widzieliśmy tylko zarys postaci na scenie. Pierwszy jej plan zajmuje David w asyście obłędnego Dana Donegana, który nie dość, że świetnie gra, to przystojnieje z roku na rok i pozostaje z publicznością w ciągłej interakcji. Podczas występu każdy z członków zespołu miał kilka chwil na solo będące popisem umiejętności. 

Disturbed to w ogóle jedna z lepiej prezentujących się na scenie ekip. 

Zarówno w komplecie, jak i indywidualnie.Wszyscy muzycy są charakterystyczni i klimatyczni. Wszyscy świetnie czują się na scenie i poruszają się w świecie rocka z urzekającą swobodą. Od samego patrzenia ma się dreszcze tu i tam. Uwagę przyciągają także efektowne tańce i wyskoki Johna Moyera oraz sympatyczny, rozsyłający uśmiechy zza bębnów Mike Wengren.

No i jest jeszcze David. Ach David! Od czasu gdy go usłyszałam i pokochałam nieodwzajemnioną miłością założył rodzinę, statusiał i… nadal zadziwia siłą głosu oraz uroku osobistego. Publiczność chłonęła każde jego słowo niemal z nabożeństwem i zachwycona wykonywała wszystko, o co prosił. To mądry facet, który swoją muzykę próbuje połączyć z pozytywną ideologią. I jak nie lubię koncertów z monologami, tak tym razem słuchałam z przejęciem. Może dlatego, że Draiman potrafi mówić wzruszająco i porywająco. Sprawiał, że każdy na sali mógł odnieść wrażenie, że słowa kierowane są właśnie do niego.

Wokalista dużo mówił o tolerancji, depresji. 

Podczas akustycznego utworu Hold on to Memories na telebimach pojawił się bardzo osobisty film z migawkami z życia rodzinnego i zawodowego zespołu. To było coś wyjątkowego, bo muzycy wpuścili nas do swoich domów, swojego intymnego świata. Na tych zdjęciach i filmach pojawili się także muzycy - przyjaciele, którzy przegrali walkę z depresją, a Torwar rozbłysnął tysiącami świateł. Wszystko działo się bez pośpiechu. Zazwyczaj imprezy rockowe mają szalone tempo, tymczasem w chwili gdy pojawił się ten trudny temat, rytm koncertu zwolnił tak, aby była chwila na refleksję i wyciszenie. A kiedy wokalista zapytał kto miał styczność z depresją u siebie lub bliskich, w górze pojawiło mnóstwo rąk, co daje smutny obraz sytuacji i wskazuje ogrom zagrożenia tym problemem. Wyjątkowy klimat koncertowego wykonania Hold on to Memories można oglądać na oficjalnym klipie utworu, który powstał po zakończeniu tegorocznej trasy.

Chwila na zadumę pojawiła się też podczas coveru The Sound Of Silence, z którego Disturbed stał się szerzej znany w naszym kraju i który został hymnem pożegnalnym prezydenta Gdańska. Zdjęcie Pawła Adamowicza pojawiło się na chwilę na telebimie, ale tym razem bez komentarza ze strony zespołu. Bardzo podobało mi się takie subtelne nawiązanie do tragicznych wydarzeń i pozostawienie publiczności miejsca na własne wnioski czy przemyślenia. Zresztą utwór Paula Simona to nie jedyny świetny cover zespołu. Na koncercie usłyszeliśmy na przykład Land of Confusion, który też bardzo lubię.

Między tymi chwilami na złapanie oddechu, na scenie wiele się działo. 

A to wjeżdżał fortepian, do którego zasiadł wszechstronny Donegan, a to wchodziła sekcja smyczkowa. To Draiman zaprosił do siebie dwóch fanów, których poczęstowano… wodą mineralną, to znów jego charakterystyczne pokrzykiwania niosły się po całej Warszawie, a publiczność reagowała na nie entuzjastycznie. Było głośno. Na tyle głośno, że nie słyszałam ani swoich myśli, ani (na szczęście) swojego śpiewu. 

Żywiołowe wykonania i trzymający tempo muzycy dali fanom to, czego ci oczekiwali. 

Bez zbędnych upiększeń i bajerów. Ja delektowałam się chwilą nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Nawet nie mogłam się bawić, bo tak bardzo chciałam chłonąć każdą sekundę tego wieczoru. Żal tylko, że koncert, na który czekałam tak długo, tak szybko minął…

Występ Disturbed zamyka listę zespołów, które MUSIAŁAM zobaczyć przed śmiercią. Oczywiście tych istniejących, bo na Panterę w oryginalnym składzie czy prawdziwy Queen nie ma szans. No cóż… czyżby to już czas było umierać???

Więcej zdjęć z koncertu na profilu zespołu Disturbed.

Przeczytaj także:

Aibourne w WarszawieKorn w Warszawie, Judas Priest w Katowicach 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz