![]() |
| Venflon w łódzkiej Scenografii |
Pewnego październikowego wieczoru w pośpiechu robiłam się na bóstwo (w sensie wbijałam w jeansy i wkładałam t-shirt), by jechać do Łodzi. Czekała tam na mnie muzyczna gratka w postaci, kolejnego już, koncertu warszawskiej grupy Venflon. I podczas tych gorączkowych przygotowań dotarło do mnie, że przecież Venflon ma grać z kimś tam jeszcze. Zaraz, zaraz… Co to był za zespół? A już wiem! Zwie się Kabanos.
Ta charakterystyczna nazwa gdzieś mi się już przewinęła. Minęłam się z
nimi na jakiś festiwalach i nigdy nie udało się spotkać na żywo. Między
robieniem makijażu, a poszukiwaniem pieszczochy, zdążyłam zerknąć do
wszechwiedzącej Wikipedii i doznałam (niemal) olśnienia. Okazuje się, że
istnieje gatunek muzyczny zwany comedy rock, a Kabanos jest jego przedstawicielem. Bogatsza o tę cenną wiedzę przekraczałam gościnne progi łódzkiej Scenografii.
Pierwszy występ mnie nie zaskoczył
Miało być ostro i było. Miałam zedrzeć gardło i tak się stało. Venflon miał dać z siebie wszystko i – jak zwykle – nie zawiódł. Mimo, że zabrakło jednego z moich ulubionych utworów ("Miłość"), a nagłośnienie po bokach sceny pozostawiało sporo do życzenia, koncert wypadł bardzo dobrze.
Maciej Ornoch robi wiele, by rozkręcać – często nie znającą repertuaru Venflona
– publiczność, a reszta zespołu zdaje się czerpać radość z tego, że może grać
na żywo. Razem tworzą zgraną i pełną wzajemnej sympatii ekipę, co za każdym
razem przekłada się na świetny koncertowy klimat. O Venflonie już tutaj pisałam, ale szepnę raz jeszcze: zespół trzeba zobaczyć w akcji, bo to ludzie,
którzy są przesiąknięci rockiem do szpiku kości i kochają to, co robią.
Głos Ornocha jest przeszywający, a muzyka ma rzadko spotykany pazur.
Mimo, że tekstom daleko do słonecznego optymizmu, to koncerty Venflona dają niesamowity zastrzyk energii, a ich muzyka pozostaje w głowie na długo. Podobne przemyślenia towarzyszą mi po każdym koncercie zespołu. Nie inaczej było i tym razem. Zauważyłam jednak coś nietypowego...
Wśród publiczności pojawiły się całe rodziny!
I nie wyglądały one na zaznajomione z utworami Venflona.
Okazało się, że większość zgromadzonych tego wieczoru słuchaczy czekała na
występ zespołu Kabanos. Gdy panowie wyszli na scenę, publiczność oszalała.
Zarówno ta kilkuletnia, jak i kilkudziesięcioletnia. A trzeba przyznać, że taka
rozpiętość wiekowa w Scenografii to rzadko spotykane zjawisko. Ramię w ramię
bawili się więc młodsi i starsi, śpiewając z zespołem całe piosenki.
Ja – czarna owca tego koncertu, nie znająca twórczości Kabanosa, trzymałam się nieco na uboczu...
Ale tylko przez chwilę. Potem dałam się porwać rewelacyjnej
atmosferze i zabawie. Kabanos to uśmiech i pozytywna energia, ale nie można
też zapominać o tym, że potrafią ostro tupnąć nogą i ryknąć z siłą rozjuszonego
tygrysa. Nic dziwnego. W zdrowym ciele zdrowy duch, a wokalista Zenek Kupatasa
wygląda bardzo zdrowo! Jest też szalenie sympatyczny i otwarty na kontakt z
publicznością. Nawiązuje dialog, wykorzystując przy tym ogromne pokłady
poczucia humoru i ciętych ripost. Miło się słucha takich błyskotliwych i
zabawnych rozmów. I co się okazało? Do grupy rozbawionych osób można
pokrzykiwać na poziomie i bez wulgaryzmów, a przekaz jest tak samo soczysty i
emocjonalny. Publiczność szybko przejmuje styl komunikacji frontmana i zamiast
krzyczeć "Kabanos grać k… mać", radośnie domaga się muzyki słowami
"Zagrajcie nam jeszcze". Naprawdę!
Nie zauważyłam na koncercie osób, które źle by się bawiły
Wszyscy byli bardzo zaangażowani i uśmiech nie schodził z ich
twarzy. To pewnie za sprawą tekstów, które często w prześmiewczy sposób
traktują rzeczywistość i naturę człowieka oraz melodyjności utworów. Nie brak
też autoironii („Gruby grubas” czy „Moja piosenka”). To wszystko śpiewane jest
w charakterystyczny, mocno aktorski sposób, co jeszcze dodaje koncertowi
satyryczności.
Oczywiście utwory Kabanosa to nie tylko łatwe, lekkie i przyjemne
piosenki, które aż się proszą o zabawę na całego. Są tam zarówno cięższe w
wykonaniu, jak i bardziej buntownicze wobec świata utwory. Ale to nie one były
na pierwszym planie tego koncertu. Bo jego pierwszy plan był zajęty przez
doskonale bawiący się muzyką zespół, zarażający entuzjazmem wszystkich wokół.
To ludzie, którzy z spontanicznie wcielają w życie słowa jednej z własnych
piosenek „właśnie o to chodzi, żeby się trochę powygłupiać”.
To był niezapomniany koncert. I zupełnie nie w moim stylu.
A mimo to wyszłam z niego oszołomiona mocą gitar i wokalu, pozytywnie nakręcona dobrą energią i atmosferą oraz … jako właścicielka płyty Kabanosa, by bliżej „przyjrzeć” się temu dziwnemu (a przecież nie nowemu) zjawisku na polskiej scenie muzycznej.
Składu koncertowego tego wieczoru na pozór nie łączyło zbyt wiele. A może jednak…? Kabanos i Venflon na jednej scenie to jak ogień i woda. Dwa żywioły głośno i dosadnie wykrzykujące swój odbiór świata. Z tym, że Venflon robi to w sposób dekadencki, a Kabanos mocno mrużąc oko. Oba zespoły mają jednak dużo do powiedzenia i na pewno są warte wysłuchania. I razem, i z osobna.
Składu koncertowego tego wieczoru na pozór nie łączyło zbyt wiele. A może jednak…? Kabanos i Venflon na jednej scenie to jak ogień i woda. Dwa żywioły głośno i dosadnie wykrzykujące swój odbiór świata. Z tym, że Venflon robi to w sposób dekadencki, a Kabanos mocno mrużąc oko. Oba zespoły mają jednak dużo do powiedzenia i na pewno są warte wysłuchania. I razem, i z osobna.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz