Strony

30 kwi 2017

Gala piosenki biesiadnej na metalowo czyli Nocny Kochanek w Łodzi

Nocny Kochanek w Łodzi 2017 Scenografia
Fot. Ruda Tośka
8 kwietnia trafiłam na koncert gwiazdy. Sugerowała to imponująca kolejka przed wejściem do klubu oraz brak biletów już na kilka dni przed koncertem. Imienne bilety i wpuszczanie publiczności "na listę" przywodziły na myśl Metallikę. Po przejściu procedur biletowych, jeszcze pieczątka, potem opaska i przeszukiwanie toreb. Poczułam się jak przed bliskim spotkaniem z zespołem światowego formatu! Dodam, że to wszystko nie miało miejsca na Stadionie Narodowym ani nawet w Atlas Arenie. To poczciwa łódzka Scenografia, w której tego wieczora występowały dwie charakterystyczne (i jak się okazało bardzo popularne) muzyczne osobowości sceniczne – Zenek i zespół Nocny Kochanek.

Występ Zenka poprzedziło dyskotekowe intro i odśpiewany (razem z salą!) utwór "Przez Twe Oczy Zielone". Taki wstęp stanowił już jasny przekaz tonu, w jakim odbywać się będą wieczorne koncerty. Gdyby to nie był Zenek, uciekłabym z krzykiem. Jednak On zawsze w sposób niesamowity nawiązuje kontakt z publicznością i ma wśród niej niesamowity posłuch. Doskonale sprawdziłby się w polityce! Groźnie zapowiedział "Nie spotkaliśmy się tu dla przyjemności, to będzie koncert metalowy" i zgodnie z obietnicą pod sceną był ścisk, pot i szaleństwo. Jestem fanką powera i charyzmy wokalisty Kabanosa. I to właśnie Kabanosa spodziewałam się usłyszeć. Tymczasem pojawiły się solowe utwory Artysty, na pierwszy rzut ucha cięższe muzycznie, tekstowo chyba także zważywszy na fakt, że część z nich została napisana akronimami. Tak – Zenek tworzy piosenki w wymyślonym przez siebie języku! Nie boi się eksperymentów, bawi się słowem, a wszystko co robi na scenie – robi z przymrużeniem oka. Muzyka przeplatana jest żartobliwymi dialogami z publicznością, a gdy już człowiek zaczyna się zastanawiać czy jest na koncercie rockowym czy występie kabaretowym, Zenek swoim wokalem o sile tornada przypomina słuchaczom że to muzyka jednak ma być główną atrakcją tego spotkania. Lepszego rozgrzewacza publiczności Nocny Kochanek nie mógł sobie wymarzyć. 

Muzyczne wzorce Nocnego Kochanka

Przyznaję, że na koncert Zdrajców Metalu szłam bez żadnego przygotowania muzycznego. Postanowiłam na spontan stykając się pierwszy raz z muzyką zespołu właśnie na koncercie. I jak to bywa w takich przypadkach, już przy pierwszych dźwiękach umysł podjął próby "przypasowania" Nocnego Kochanka do czegoś, co już znam. Pierwsze (i kolejne) skojarzenia to oczywiście Iron Maiden. Gitary, wokal, sposób śpiewania, a nawet zachowanie na scenie – wszystko to przywodziło mi na myśl Anglików. Czy to źle? Wręcz przeciwnie! Można mieć przecież znacznie gorsze muzyczne źródła… Każdy muzyk ma chyba jakieś wzorce, które kocha, z którymi się utożsamia i które znacząco wpływają na tworzoną przez niego muzykę. Iron Maiden przewijał się więc w mojej głowie z większą i mniejszą intensywnością przez cały występ Nocnego Kochanka. Chwilami myślałam sobie nawet, że gdyby Anglicy tworzyli bardziej kabaretowy rodzaj muzyki, z powodzeniem mogliby zostać Night Lover.

Zespół wokalem stoi


Mimo tego, że zespół gra kawał naprawdę soczystej muzyki, Nocny Kochanek to przede wszystkim wokal. Od chwili gdy Krzysztof Sokołowski wyłania się zza kulis, aż po ostatnie sekundy koncertu, scena jest jego pełna. Głównie dzięki artykułowanym przez niego dźwiękom. Ten głos naprawdę robi wrażenie! Miażdżący i wibrujący ma w sobie jakąś tajemniczą głębię, a może obietnicę. Bo odnosiłam wrażenie, że wciąż nie zaprezentował pełni swoich możliwości i że wciąż może bardziej, mocniej, potężniej. Krzyk przechodzi w pisk, a ten w potężny ryk. Tak. Wokal Sokołowskiego był dla mnie wspaniałą niespodzianką tego koncertu.

Seks, alkohol i inne zabawy

Wizytówką Nocnego Kochanka stały się prześmiewcze teksty, w których przewijają się pełne tandety czarne msze, małoletni sataniści, rubaszny seks i bardzo zakrapiane imprezy. Dużo w tym wszystkim młodości, energii, testosteronu. Ja chyba jestem (ale tylko odrobinę!) za stara, by w pełni odbierać radosny przekaz tych prostych tekstów. Trudno jednak odmówić ich autorom dystansu do świata i absurdalnego poczucia humoru. Jak się okazało, byłam wyjątkiem od reguły, bo pozostałe 600 osób szczelnie wypełniających mury Scenografii, wydawało się chwytać w lot przekaz Nocnego Kochanka. Nieszablonowość tych tekstów najwyraźniej bardzo się podoba. 

Mimo, że moim pierwszym skojarzeniem po usłyszeniu kilku utworów był zespół "studencko-juwenaliowy" to okazało się, że przekrój koncertowej publiczności jest o wiele bardziej zróżnicowany. Od metali po różowe wydekoltowane bokserki z brokatem. Od gimnazjalistów po wiek przedemerytalny. Widziałam też panów w białych wizytowych koszulach! Magia Kochanka działa. Publiczność krzepko odśpiewała więc razem z muzykami rzewną historię pewnego AndŻeja,  tytułową piosenkę ostatniej płyty "Zdrajcy Metalu", edukacyjne "Pierwszego nie przepijam" i "Jestem dziabnięty" czy szeroko znaną "Piątunio" oraz kilka innych utworów, w tym pastisz piosenki "Takie tango". Tak zgrana zabawa publiczności mogła mieć miejsce dzięki bardzo zaangażowanej pracy zawiadowcy. Także tutaj Krzysztof Sokołowski pokazał się z jak najlepszej strony. Ani na sekundę nie zapominał o swoich słuchaczach, nieustannie zachęcając ich do współtworzenia tego koncertu. 

Siła młodości

Okazało się, że wokalista potrafi także dać krok w tył i wtedy scenę we władanie przejmują gitarzyści. A na tych nie można narzekać! Połączenie profesjonalnego warsztatu z siłą młodości i mocą gitar daje całkiem niezły efekt. Scena Scenografii okazała się zbyt mała dla ilości energii, jaka się na niej gromadziła. I mimo, że zabrakło prawdziwego metalowego piekła i szatana (poza wcielającym się w niego Zenkiem podczas piosenki "Diabeł z piekła"), na scenie rozgorzał prawdziwy ogień. Panowie bez wątpienia mają muzykę w żyłach. Posiadają też umiejętności pozwalające zwykły weekendowy wieczór zamienić na sobotę z jajem.


Wpadająca w ucha muzyka i przyswajalne, łatwe w odbiorze teksty to najwyraźniej cechy muzyki rockowej, na które jest popyt. Okazuje się, że koncerty w stylu gali piosenki biesiadnej na metalowo to strzał w dziesiątkę. Czas pokaże czy to chwilowa moda czy stały trend. Nocny Kochanek bez wątpienia ma swoje 5 minut i wykorzystuje je bardzo umiejętnie. Wypracowuje markę, zdobywa słuchaczy. Ciekawa jestem dalszej muzycznej drogi zespołu. Kto wie, może kiedyś i tekstów posłucham z przyjemnością :)

Po fotograficzną relację koncertu zapraszam na deathmagnetic.pl


Przeczytaj także:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz