Strony

8 sty 2019

Bogowie Metalu - Judas Priest w Katowicach


Judas Priest Katowice 2018 relacja z koncertu
Fot. Karol Makurat | Tarakum Photography  | Tarakum.pl

Na ten czerwcowy wieczór czekałam długo i bardzo niecierpliwie. A potem zabrakło mi czasu, by go opisać. Może to i lepiej – dzięki temu prawie pół roku później mogę wrócić pamięcią do katowickiego Spodka, w którym miało miejsce prawdziwe święto muzyki metalowej. Takie pełne świetnych dźwięków, ale też świateł, barw i gorącej atmosfery. Nie mogło być inaczej, skoro do Katowic zjechali sami Bogowie Metalu.


Jechałam na koncert podekscytowana, bo od dawna polowałam na występ Brytyjczyków, którzy mieli trzyletnią przerwę w odwiedzinach naszego kraju. A przecież nie jest tajemnicą, że ich występy to nie lada gratka. I dla ucha i dla oka. Także tym razem zabawa zapowiadała się godnie, szczególnie, że panowie z Judas Priest do Katowic zawitali w towarzystwie gościa specjalnego - zespołu Megadeth. Czy taki duet mógłby się komuś nie spodobać? Nie ma opcji!

Lubię koncerty w Spodku z racji nagłośnienia. 


Przy tych wszystkich polskich stadionowych echach i pogłosach, dźwięk w Katowicach brzmi niemal krystalicznie. Tym razem jednak coś nie do końca tutaj grało. Szczególnie podczas występu Amerykanów. Głos Mustaine’a chwilami brzmiał jakby śpiewał ze studni, a czasem był ledwie słyszalny. Do tego można było odnieść wrażenie, że muzyka nie zawsze zgrywa się z wokalem. To mocno osłabiło występ, a przecież panowie z Megadeth pojawili się na scenie punktualnie i uwijali się jak w ukropie, prezentując całą galerię wyczekiwanych przez publiczność utworów. Na zmianę pojawiały się więc klasyki z repertuaru zespołu (Hangar 18, Tornado of Souls czy Symphony of Destruction) z utworami z Dystopii – ostatniej płyty. Pojawił się też oczywiście Peace Sells podczas którego na scenę "wkroczyła" maskotka zespołu – Vic Rattlehead.

Mimo, że twarz wokalisty rzadko była widoczna spod jego sławetnych rudych loków, od czasu do czasu przebijał się uśmiech i wydawało się, że Dave jest w doskonałym nastroju. Był też w świetnej formie, co udowadniał każdym gitarowym riffem. Podzielił się z fanami dobrą informacją, że po zakończeniu trasy, zespół zabiera się za nagrywanie swojego szesnastego krążka.

Dla mnie niekwestionowaną gwiazdą tego koncertu był zjawiskowy Kiko Loureiro, który z prawdziwym brazylijskim temperamentem rozkręcał tę imprezę. To on był w ciągłym kontakcie z publicznością i to jego scena była pełna. No i cóż… nie da się też ukryć, że to także on najczęściej przyciągał damskie spojrzenia.

To był udany koncert. Megadeth dał z siebie wiele i pokazał się z jak najlepszej strony.  


Jednak w powietrzu wyczuwało się jakiś pośpiech i nerwowość (występ trwał tylko godzinę), które – w połączeniu z kiepskim nagłośnieniem – pozostawiły pewien niedosyt. Na szczęście podczas kolejnego koncertu nikt już o tym nie pamiętał. Bo Judas Priest spieszyć się nie musieli, a słychać ich było całkiem dobrze nawet w najdalszych zakamarkach Spodka. W ogóle na nagłośnienie nie można było narzekać, może tylko chwilami wokal zlewał się trochę w echo. No i było głośno. Bardzo głośno!

W ten koncert publiczność wraz z zespołem weszła przy dźwiękach War Pigs Black Sabbath. Zaraz potem efektownie zabrzmiał Firepower otwierający także 18. płytę w dorobku Brytyjczyków. Płytę doskonale przyjętą i przez fanów, i krytyków. Nic dziwnego, że jej wykonanie na żywo spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem. Jednak nie tylko utwory z tego – promowanego na trasie – krążka znalazły się na katowickiej setliście. 

Mieliśmy okazję usłyszeć szeroki i kolorowy wachlarz koncertowego repertuaru Bogów Metalu. 


Obok całkiem nowych, raczkujących kompozycji, pojawili się prawdziwi weteranie tacy jak niemal czterdziestoletni Saints In Hell, Grinder, Metal Gods i – mocno wspierany przez publiczność - Breaking the Law.

Wszystko to działo się w barwnej scenerii kolorowych rozbłysków, no i – oczywiście – wdzianek Halforda zmienianych w zależności od nastroju utworów. Wiadomo, że nie mogło się obyć bez efektownego wjazdu w srebrnym kombinezonie na wypolerowanym na błysk motocyklu. Zaraz potem rozległy się dźwięki wykrzyczanego przez publiczność Hell Bent for Leather. Przemierzając scenę tym swoim charakterystycznym, kaczym krokiem wokalista skradał serca nielicznych sceptyków. Siła jego głosu po prostu paraliżuje. Bez trudu przedziera się wokalem na pierwszy plan mimo, że i muzyka oszałamia swoją siłą i mocą. To on robi całe show, a przecież tylko sobie spaceruje i śpiewa. Może i jest coś z prawdy w tekście "śpiewać każdy może", jednak z taką sceniczną charyzmą rodzą się już tylko wybrani. Do tego te obłędne płaszcze zasługujące na osobny artykuł, a kto wie czy nie całą książkę!

W ogóle panowie wyglądają na scenie trochę jak przybysze nie z tego świata. 


W naszpikowanych ćwiekami kostiumach, w ciemnych okularach, w otoczeniu czerwonych świateł, prezentowali się niczym Marsjanie. No ale, że utwory Judas Priest są mało balladowe, to i stroje muszą być nieco szalone. Z całego towarzystwa tylko Scott Travis wydaje się w miarę spokojny (być może dlatego, że musi trzymać się w pobliżu swoich talerzy), bo reszta zespołu wprost nie może ustać w miejscu. Publiczność rozkręcał najbardziej – śliczny jak z obrazka - Richie Faulkner domagając się konkretnych reakcji, narzucając tempo klaskania i zabawy.

Mimo zdecydowanie męskiego charakteru całej imprezy, ochrona miała co robić, co chwilę wyławiając z tłumu jakąś żeglującą fankę. Każdy kolejny utwór to dodatkowa moc i nowa dawka energii. Było gorąco i ciasno, ale nikt nie narzekał. Ani na – daleki przecież od pierwotnego – skład zespołu, ani na – również odbiegającą od stałego repertuaru koncertowego Judasów – setlistę.  Każdy dostał dokładnie to, po co do Katowic przyjechał. Dużo hałasu, mnóstwo energii i pozytywnych emocji. Panowie czują scenę i swoją publiczność, a granie wciąż sprawia im frajdę. Dzięki temu zafundowali nam tej nocy prawdziwe metalowe święto.

Po więcej zdjęć z koncertu zapraszam na stronę tarakum.pl

Przeczytaj także:

Korn w Warszawie    Rammstein we Wrocławiu   System of a Down w Krakowie    



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz